czwartek, 23 grudnia 2010

Noctiferia - Death Culture (2010)



Noctiferia - Death Culture


Data wydania: 15.03.2010
Gatunek: death/groove/industrial metal
Kraj: Słowenia

Tracklista:
01. Premonition
02. Terror
03. Deluders & Followers
04. Monarch
05. Demoncracy
06. Slavedriver
07. Rust
08. Non Individuum
09. Catarsis
10. Demagog
11. Holymen
12. Samsara
13. SM 02


Skład:
Gianni Poposki - wokal, dodatkowa perkusja
Igor Nardin - gitara, klawisze
Roman Fileš - gitara
Uroš Lipovec - gitara basowa
Matjaz Grgeta - perkusja


Autor recenzji: Est

Czy kapela ze Słowenii może być dobra? Takie pytanie zadałem sobie kiedy sięgałem nie po ten album, ale po "Slovenska Morbida". Jak się okazało wydawnictwo Noctiferia z 2006 roku pozamiatało mną na wszystkie strony. Nie znając nadchodzącego wówczas materiału "Death Culture" - a raczej znając jeden kawałek - konkretnie "Demoncracy", przypuszczałem, że będzie to zupełnie inne granie niż to, które zawierał album "Slovenska Morbida". Noctiferia to słoweńska formacja, która swoją działalność zaczęła w 1992 roku, a przez szereg lat obracała się w kręgach black metalu. Dopiero wspomniany album z 2006 roku był zupełnym odcięciem się od blackowej przeszłości.




Noctiferia - nazwa kapeli niezbyt oryginalna. Słowenia - dla mnie wielka niewiadoma, jeśli chodzi o scenę metalową. Zdaje się, że Noctiferia to pierwsza kapela metalową z tego kraju, którą poznałem. W każdym razie nie skupiając się na wyglądzie muzyków, odrażającej okładce (na szczęście album umieszczony jest jeszcze tekturce opatrzonej inną grafiką), czy też pochodzeniu zespołu (dla ciekawskich wspomnę tylko, że pochodzą ze stolicy Słowenii) wolę skupić się na zawartości "Death Culture". Na albumie usłyszmy nowoczesny death metal zmieszany z groove metalem i elektroniką (jak ktoś woli industrialnym metalem).

Album rozpoczyna się od krótkiego intro, które od razu kojarz mi się z przerywnikami stosowanymi w późnych albumach Ministry. "Terror" to już masakra - szybkie tempo, dużo agresji, mocarne groove'ujęce gitary i jadowity wokal Gianniego. Do tego prosty refren i mamy pierwszego killera z tego albumu. W kolejnych numerach mamy klimat nieco w stylu ostatniego wydawnictwa Daath - momentami mam wrażenie, że panowie z Noctiferia mocno inspirowali się dokonaniami Amerykanów. Kompozycje są bardzo podobnie zbudowane, klawisze zajmują to samo miejsce co w muzyce Daath i przede wszystkim brzmienie i klimat sprawiają, że te dwa bandy powinny występować ze sobą na scenie (oczywiście nie biorę w tym momencie pod uwagę wcześniejszych dokonań Słoweńców). To co jest fajne na "Death Culture" to to, że tutaj kapela nie przeprowadza eksperymentów, jak na wcześniejszym wydawnictwie. Znaleźli ciekawe brzmienie, znaleźli dobry styl i tego się trzymają od pierwszej do ostatniej minuty wydawnictwa. Nie chcę tutaj za bardzo skupiać się na każdym utworze po kolei, bo byłaby to ciągnąca się w nieskończoność recenzja o tym jakie to świetne kawałki nagrali goście z Noctiferia i jaką to świetną pracę wykonał Peter Tägtgren, który zajmował się miksem. W każdym razie faktem jest to, że na tym albumie nie ma żadnych wypełniaczy, czy słabych utworów. Wszystko trzyma dość wysoki poziom. Zresztą nic dziwnego, że ten album mnie tak cieszy skoro od dłuższego czasu ciągnie mnie do zarówno do groove metalu, jak i do zindustrializowanego metalu, czy nowoczesnego death metalu. Tutaj mamy wszystko perfekcyjnie zmieszane, przy czym zaznaczam, że "Death Culture" z rzeźnią nie ma nic wspólnego. W niektórych kawałkach mogą denerwować refreny, bo część jest bardzo schematycznych - jak na przykład ten z "Demagog", ale to da się przeżyć. Ogólnie rzecz biorąc ten album to godny przeciwnik dla "The Concealers" Daath, tyle, że tutaj mamy krytykę polityki zjednoczenia - czego kapela dała wyraz we wstępie do "Demoncracy". W każdym razie album świetny, wypakowany mocą, odhumanizowaną technologią i perfekcyjnym brzmieniem.


Jak już wspomniałem wyżej ciężko tutaj rozpływać się nad poszczególnymi kawałkami, bo trzeba by opisać każdy używając coraz to bogatszego słownictwa, które chwaliło by kapelę za perfekcję. Killerów jest tutaj dużo - ale to też zależy od tego, co się w takim graniu lubi. Dla mnie na piedestale stoi "Terror", "Demoncracy" i mocno orientalny "Catarsis", ale spokojnie mógłbym wymienić tutaj zupełnie inną trójkę. W każdym razie panowie z Noctiferia zaskoczyli mnie po raz kolejny zmieniając swój styl, ale jeśli by się trzymali tego z poprzedniego albumu to jestem pewien, że nic lepszego niż "Slovenska Morbida" nie dali by rady nagrać. Dlatego cieszy mnie to, że poszli w inne rejony, nie zatrzymali się w miejscu. Chwalić można tutaj wszystko - bo gitarzyści świetnie sprawdzają się w łączeniu groove z death, perkusja tłucze aż miło, a wokalista daje czadu tam gdzie może, naprawdę lepszego wokalu tutaj nie mógłbym sobie wymarzyć. Album naprawdę świetny i jeden z najlepszych w tym roku.

Ocena: 9,5/10 


Noctiferia - Demoncracy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz