środa, 1 grudnia 2010

The Cumshots - Norwegian Jesus (2003)


The Cumshots - Norwegian Jesus


Data wydania: 2003
Gatunek: stoner/sludge/rock'n'roll/heavy metal
Kraj: Norwegia

Tracklista:
01.    Rotten Womb    03:42
02.    Psalm 109    02:29
03.    Numb Reaper    05:05
04.    Retch And Bleed    04:24
05.    Paint You With A Knife    05:22
06.    Sieg Christ    04:33
07.    Born To Destruct    03:41
08.    For The Sake Of Man    03:50
09.    Go Forth And Fuck    04:30
10.    Turn Or Burn    05:39

Skład:
Kristopher Schau - wokal
Ole Petter Andreassen - gitara, czysty wokal
Tommy Hjelm - gitara, wokal
Tommy Reite - gitara basowa
Christian Svendsen - perkusja

Autor recenzji: Est

Po, jak dla mnie, niezbyt udanym debiutanckim albumie kapela zwarła szyki i w dwa lata po wydaniu "Last Sons Of Evil" nagrała materiał nieco dłuższy, z lepszym brzmieniem i przede wszystkim zawierający ciekawszą i dającą się zapamiętać muzykę - tak oto powstał "Norwegian Jesus", który to przyniósł kapeli rozgłos.



Okładkę zdobi zakrwawiony Kristopher Shau - można powiedzieć, że to element kreowania wizerunku wokalisty The Cumshots, grupa miała szokować. W tym wypadku szokuje zarówno okładka, jak i tytuł albumu. Przechodząc do samej zawartości - to co byłoby niesamowitą męczarnią w przypadku "Lost Sons Of Evil" w tym przypadku okazuje się dobrym posunięciem, mam na myśli długość albumu. Mamy tutaj 10 minut muzyki więcej, ale samo granie jest zdecydowanie ciekawsze. Kapela do swojego stonerowo-sludge'owego grania dorzuciła elementy heavy metalu, w końcu "Paint You With A Knife" muzycznie brzmi niemalże jak kalka utworu "Pleasure Slave" Amerykanów z Manowar. Utwór nie jest specjalnie skomplikowany, tempo jest wolne, a główny riff najzwyczajniej w świecie krwawymi nutkami wybija się w głowie. Jest to na pewno jeden z ciekawszych kawałków na drugim albumie Norwegów. Ponadto słychać, że kapela poszła po rozum do głowy i poprawiła brzmienie - wokale Shau'a co prawda ciągle brzmią jakby były modyfikowane, ale już jest zdecydowanie lepiej niż było na debiucie. Gitary w końcu nie brzmią jak ściana chaotycznych dźwięków, tutaj faktycznie są jakieś riffy! Wśród 10 utwór, które stanowią tracklistę tego albumu znalazło się kilka naprawdę świetnych numerów - poza wspomnianym "Paint You With A Knife" warto również zwrócić uwagę na szybki "Rotten Womb" (bardzo dobry riff), "Dumb Reaper" (świetne partie wokalne Ole Pettera i wpadająca w ucho melodia), "Sieg Christ" (jeden z najbardziej przebojowych numerów na tym wydawnictwie) i "For The Sake Of Man" (głównie za refren i odpowiednio wyważony chaos). W sumie to również wśród pozostałych kompozycji jest czego słuchać - chociażby "Born To Destruct", a nawet tego super-szybkiego "Psalm 109".

Nie dziwię się, że ten album sprawił, że kapela naprawdę zaistniała w Norwegii - zdecydowanie lepsza produkcja, chociaż trochę nieczystości pozostało na swoich miejscach, co dodaje uroku "Norwegian Jesus". To co mi się nie podoba, to to, że miejscami wokal Kristophera brzmi jakby był modyfikowany. Patrząc ogólnie na drugie wydawnictwo The Cumshots muszę przyznać, że jestem zadowolony. Jest tu kilka elementów, które kapela mogłaby poprawić, ale to zmiany kosmetyczne (jak chociażby więcej wokalny partii dla Ole Pettera). Są fajne riffy, melodie gitarowe, wpadające w ucho kawałki - jest po prostu dobrze.

Ocena: 7/10

2 komentarze:

  1. widzę, że oceny zmierzają sukcesywnie w stronę autentycznego cumshota...choć mogę się mylić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No dwie kolejne płytki to rewelacje, więc myślę, że masz jak najbardziej rację ;-)

    OdpowiedzUsuń