wtorek, 22 lutego 2011

Hellmouth - Graveyard Skylines (2010)

Piekielnie szybki armagedon?

Data wydania: 11.2010
Gatunek: hardcore/punk/thrash/crossover
Kraj: USA

Tracklista:
01. Funeral Drenched 02:36
02. Desperate & Violent 01:28
03. Resist Control 01:38
04. Hands Like Spiders 00:21
05. The Sun Is Dying 02:47
06. Amen, Assholes 01:22
07. Spitting Blood & Teeth 02:30
08. Concieved of Shit 02:21
09. Valley Of Armageddon 01:43
10. Tragedy of the City 02:53
11. Exodus 01:59
12. Lions 02:21
13. Crows and Vultures 02:33
14. The Calling - Part 1 05:20
15. The Calling - Part 2 01:34

Skład:
Navarro - wokal
Awn - gitara
Uberti - gitara basowa
Malek - perkusja

Autor recenzji: Est

Hellmouth to amerykańska formacja, która rozpoczęła swoją działalność w 2008 roku, a zadebiutowała już rok później albumem "Destroy Everything, Worship Nothin", w którym punkowe szaleństwo mieszało się z thrashową techniką. Efekt połączenia nie był niczym nowym, ale kapela jakby odświeżyła to co zdawało się być już wyczerpane. Debiut Hellmouth długo siedział mi w głowie i z niecierpliwością oczekiwałem nowego wydawnictwa, które oczywiście musiało być lepsze niż pierwszy album.

No właśnie, trochę sobie poczekałem na kontynuację "Destroy Everything, Worship Nothin", ale na osłodę kapela wydała jeszcze przed premierą "Graveyard Skylines" split z zespołem Explode & Make Up. A już w listopadzie pojawił się 15 trackowy longplay, który można podzielić na dwie części. Pierwsza część to "aby szybciej, aby ostrzej", a w drugiej następuje zwolnienie i nawet wkrada się pewien klimat (oczywiście zespół nie pozbył się "garażu", który towarzyszył im na debiucie). Jedynym wyjątkiem w pierwszej części jest utwór "The Sun Is Dying", który uważam za najlepszy na całym wydawnictwie. Jest to pierwsza wolniejsza kompozycja na "Graveyard Skyline" - ponadto od razu wpada w ucho, a to zarówno za sprawą charakterystycznego riffu "którego już kiedyś, gdzieś słyszałem" i naprawdę dobrego refrenu (a zdawałoby się, że w tego typu muzyce refreny nie są tak ważne). Ponadto zmiany tempa i punk'n'rollowy klimat dodają uroku temu kawałkowi. Druga część albumu tak naprawdę rozpoczyna się wraz z utworem "Lions" (trochę plany psuje błyskawiczny "Crows and Vultures"), który z początku jest aż nazbyt wolny i oszczędny muzycznie - można teraz powytykać niedoskonałości w wokalu Navarro...ale takowych raczej się nie dopatrzyłem, pasuje do tego typu muzyki. Można powiedzieć, że pod koniec albumu Hellmouth serwują nawet odrobinę southernowego klimatu - zwłaszcza za sprawą "The Calling - Part 1", druga część tego kawałka już zdecydowanie bardziej pasuje do pierwszej połowy albumu.

Chłopaki z Hellmouth zaserwowali album dość krótki - zaledwie 33 minut, co daje 5 minut mniej muzyki względem debiutu. Ale jak się okazuje taka skoncentrowana dawka agresywnego, szybkiego i jednocześnie energetycznego grania w zupełności wystarcza w takich proporcjach. Zresztą kto powiedział, że trzeba kończyć na jednym obrocie? Ale jak się okazuje kapela potrafi też trochę "przyklimacić", czego dowodów na "Graveyard Skylines" nie brakuje - chociażby wspomniany "The Sun Is Dying" czy pierwsza część "The Calling". Jestem ciekaw czy w przyszłości kapela będzie zamieszczała na swoich wydawnictwach więcej tego typu kompozycji - na pewno wyszłoby im to na dobre. Odnosząc się do debiutu - drugi album jest jednak minimalnie słabszy, bo aż tak się nie wkręca, poza tym kapelę już znam i oczekiwałem od niej czegoś więcej. Ale w przypadku "Graveyard Skylines" nie ma mowy o zawodzie i co najważniejsze jest duża dawka energii.

Ocena: 7,5/10

Hellmouth - Spitting Blood & Teeth

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz