Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2012

Dream Theater - Black Clouds & Silver Linings (2009)

Teatr Snów rozwiewa czarne chmury
 Dream Theater na myspace

Data wydania: 23.06.2009
Gatunek: Progressive Metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. A Nightmare to Remember - 16:10
2. A Rite of Passage - 8:35
3. Wither - 5:25
4. The Shattered Fortress - 12:49
5. The Best of Times - 13:07
6. The Count of Tuscany - 19:16

Skład:
James LaBrie - wokal
John Petrucci - gitara
Jordan Rudess - klawisze
John Myung - bas
Mike Portnoy - perkusja

Autor recenzji: Frodli

Giganci progresji dwie dekady działalności wydawniczej uczcili jedenastym krążkiem, co dowodzi ich niebywałej płodności artystycznej. Już jakiś czas temu co prawda pojawiły się zarzuty co do schałturzenia się grupy, ale muzycy puszczają je mimo uszu i robią swoje ku uciesze milionów fanów na całym świecie.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Brendon Small - Brendon Small's Galaktikon (2012)

Heavy metalowa podróż w kosmos

Data wydania: 29.04.2012
Gatunek: heavy metal/alternative metal/space metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Triton
02. Prophecy Of The Lazer Witch
03. Beastblade
04. Deathwaltz
05. Truth Orb And The Kill Pool
06. You Can't Run Away
07. Arena War Of The Immortal Masters
08. Dangertits
09. On My way

Skład:
Brendon Small - wokal, gitara
Bryan Beller - gitara basowa
Gene Hoglan - perkusja

Autor recenzji: Est

"Galaktikon" to świeży twór, a tak naprawdę pierwszy solowy album Brendona Smalla - znanego komika, "aktora głosowego" i członka kapeli Dethklok. Tak dla przypomnienia - Dethklok to wirtualna kapela stworzona na potrzeby animowanego serialu Metaloapocalypse. Brendon do swojego solowego projektu zaprosił kolegów z wirtualnej kapeli - czyli Gene'a Hoglana i Bryana Bellera. Produkcją albumu został Ulrich Wild (był również producentem albumów Dethklok).

niedziela, 1 kwietnia 2012

Watching The Planets


The Flaming Lips - Embryonic

Rok wydania: 2009
Gatunek: Psychodelic Rock
Kraj: USA

Tracklista:
1. Convinced of the Hex
2. The Sparrow Looks Up at the Machine
3. Evil
4. Aquarius Sabotage
5. See the Leaves
6. If
7. Gemini Syringes
8. Your Bats
9. Powerless
10. The Ego's Last Stand
11. I Can Be a Frog
12. Sagittarius Silver Announcement
13. Worm Mountain
14. Scorpio Sword
15. The Impulse
16. Silver Trembling Hands
17. Virgo Self-Esteem Broadcast
18. Watching the Planets

Skład:
Wayne Coyne - wokal, gitara, klawisze, bas
Steven Drozd - perkusja, gitara, wokal, klawisze, bas
Michael Ivins - bas, klawisze, wokal
Kliph Scurlock - perkusja

Autor recenzji: MD

Cholera, co taki zespół jak The Flaming Lips robił przez ostatnie bez mała trzydzieści lat? Niektórzy twierdzą, że grał Indie Rocka, jeszcze inni, że Rocka alternatywnego. Przyznam szczerze, że nie spotkałem się z tym bandem przed 2009 rokiem, jednak śmiem podejrzewać, że przez te kilkanaście wydawnictw było im bliżej do tej drugiej opcji. Jednak w tej chwili jest to mało ważne, i nawet jeśli niewiele osób o tym zespole słyszało to po wydaniu „Embryonic” wiele musiało się zmienić.

poniedziałek, 26 marca 2012

Gene Simmons - Asshole (2004)

Życie po KISS

Data wydania: 2004
Gatunek: hard rock/rock
Kraj: USA

Tracklista:
01. Sweet and Dirty Love
02. Firestarter (The Prodigy cover)
03. Weapons of Mass Destruction
04. Waiting for the Morning Light
05. Beautiful
06. Asshole
07. Now That You're Gone
08. Whatever Turns You on
09. Dog
10. Black Tongue
11. Carnival of Souls
12. If I Had a Gun
13. 1,000 Dreams

Skład zespołu:
Gene Simmons - wokal
Bag - gitara, gitara basowa, klawisze, perkusja
+ goście (Bruce Kulick, Eric Singer, Jeff Diehl, Ritchie Kotzen, Frank Zappa, Dave Navarro)

Autor recenzji: Est

Przenieśmy się do roku 2004 - kapela KISS swój ostatni album wydała w 1998 roku ("Psycho Circus"), kapela ciągle koncertowała ze starymi kawałkami - oczywiście nadal osiągała sukces przyciągając na swoje koncerty ogromne rzesze fanów. Ale Simmons chciał czegoś więcej. Postanowił nagrać swój solowy album - niejako odciąć się trochę od demona, którego na każdym koncercie z KISS musiał odgrywać przed zgromadzoną publicznością. Simmons zebrał kumpli i postanowił nagrać album - niektóre z numerów napisał przy współpracy Boba Dylana i Franka Zappy. A muzycznie wspierali go muzycy tacy jak Eric Singer, Bruce Kulick, czy Ritchie Kotzen. Czy z ten album mógł być zły?

niedziela, 18 marca 2012

Kamelot - Poetry For The Poisoned (2010)

Kamelot - Poetry For The Poisoned

Rok wydania: 2010
Gatunek: melodic power metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. The Great Pandemonium 04:24
02. If Tomorrow Came 03:58
03. Dear Editor 01:18
04. The Zodiac 04:00
05. Hunter's Season 05:34
06. House On A Hill 04:14
07. Necropolis 04:16
08. My Train Of Thoughts 04:08
09. Seal Of Woven Years 05:13
10. Poetry For The Poisoned - Incubus 02:57
11. Poetry For The Poisoned, Pt. 2 - So Long 03:24
12. Poetry For The Poisoned, Pt. 3 - All Is Over 01:03
13. Poetry For The Poisoned, Pt. 4 - Dissection 02:00
14. Once Upon A Time 03:45


Skład zespołu:
Roy Khan - wokal
Thomas Youngblood - gitara
Sean Tibbetts - gitara basowa
Casey Grillo - perkusja
Oliver Palotai - klawisze
 
Autor recenzji: Est

Album "Poetry For The Poisoned" był najdłużej przygotowywanym wydawnictwem Kamelot - wcześniej ten amerykański band działający pod przewodnictwem Youngblooda nagrywała nowe LP co dwa lata, tutaj pojawił się niewielki poślizg zapewne spowodowany wydaniem koncertówki "Ghost Opera - The Second Coming", której premiera przypadła na rok 2008 (była to reedycja albumu wydanego w 2007 roku, ale wzbogacona o dodatkowe cd z materiałem koncertowym). Jakie były oczekiwania odnośnie "Poetry For The Poisoned"? Ja nie miałem praktycznie żadnych, ale o tym w dalszej części recenzji.

czwartek, 15 marca 2012

Charred Walls of the Damned - Charred Walls of the Damned (2010)

Kolejna supergrupa w natarciu

Data wydania: 2.02.2010
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. Ghost Town - 4:56
2. From The Abyss - 4:25
3. Creating Our Machine - 2:53
4. Blood on Wood - 3:26
5. In A World So Cruel - 3:31
6. Manifestations - 3:06
7. Voices Within The Walls - 3:48
8. The Darkest Eyes - 3:37
9. Fear In The Sky - 5:42

Skład:
Tim "Ripper" Owens - wokal
Jason Suecof - gitara
Steve DiGiorgio - bas
Richard Christy - perkusja

Autor recenzji: Frodli

W ostatnim czasie namnożyło się supergrup (głównie za oceanem) i tym razem mamy do czynienia z kolejną takową. Dodatkowy smaczek stanowi fakt, że zaledwie kilka miesięcy przed premierą Ripper skompromitował się solową płytą i zapewne niejeden sięgnie po recenzowany krążek w celu przekonania się, czy Owens upadł jeszcze niżej...

czwartek, 9 lutego 2012

Mejnstrim, ale jaki!

Mastodon - The Hunter
facebook

Rok: 2011
Gatunek: progressive metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. Black Tongue 03:26
2. Curl Of The Burl 03:40
3. Blasteroid 02:35
4. Stargasm 04:40
5. Octopus Has No Friends 03:49
6. All the Heavy Lifting 04:31
7. The Hunter 05:18
8. Dry Bone Valley 04:00
9. Thickening 04:31
10. Creature Lives 04:41
11. Spectrelight 03:10
12. Bedazzled Fingernails 03:08
13. The Sparrow 05:32

Skład:
Brann Dailor - wokal, perkusja
Brent Hinds - wokal, gitara
Bill Kelliher - gitara
Troy Sanders - wokal, bas

Autor recenzji: Vismund

Co może zrobic zespół po nagraniu gatunkowego kamienia milowego i wbiciu się przebojem w panteon jego legend? Oczywiście zwrócic się w kierunku zupełnie przeciwnym. A po monumentalnym "Crack The Skye" taką drogą jest po prostu rock'n'roll.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Züül - Out Of Time (2010)


Rok wydania: 2010
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Tracklista:
1.  Out Of Time  06:13   
2.  Warriors  03:32     
3.  Executioner  04:54   
4.  Air Raid  03:44     
5.  Warhammer  04:24   
6.  Backstreet Crawler  04:55     
7.  Darkness On The Ice  03:06   
8.  Ride Ride  03:34     
9.  Return To Yagi  04:53

Skład:
The Baron Batteau - wokal
Mike "The Butcher" Bushur - gitara
Hateful Jared - gitara
Bob Scott - bas
The Mosquito Hawk - perkusja  

Autor recenzji: Amaranth

Podczas słuchania współczesnych płyt, opartych na nieśmiertelnym NWOBHM, człowiek podświadomie zadaje sobie pytanie czym jest i dla kogo właściwie skierowany jest "nowocześnie" brzmiący legendarny nurt brytyjskiej odmiany Heavy Metalu. Odpowiedź nie jest taka prosta na jaką z pozoru wydawać się może. Melomanii wychowani i żyjący w czasach niepodzielnego panowania jego krystalicznie czystej odmiany nigdy do końca nie zaakceptują pewnych modyfikacji brzmienia i dostosowania go pod współczesnego odbiorcę, który to z kolei do końca nie zaakceptuje pierwotnej formy budowy poszczególnych kompozycji wciąż bazujących na specyficznie brzmiących riffach i liniach wokalnych. Zespoły, które decydują się połączyć klamrą różnicę trzydziestu lat grania, muszą liczyć się z tym, że ich muzyka trafi na niszowy grunt i olbrzymiego sukcesu komercyjnego raczej nie odniesie. Na takiej teorii opiera się filozofia muzyki uprawianej przez formację Züül i o ich debiucie "Out Of Time" słów więcej niż kilka.

poniedziałek, 10 października 2011

Stop thinking and start killing

Debiut Dying Fetus w postaci „Purification through Violence” to zalążek nowej jakości w ciężkiej muzyce. Trudno określić dokładnie w jakiej muzyce, bowiem jest to mieszanka Death Metalu i Grindcore'a. Na pewno nie jest to zwykła mieszanka stylów, niewiele zespołów próbowało wcześniej robić coś podobnego. Muzyka ta jest strasznie pokręcona, momentami bardzo prosta, niemal toporna, by po chwili wybuchnąć eksplozją nieźle skomplikowanych riffów. Może się to wydawać nieco chaotyczne, jednak jeśli ktoś potrafi zrozumieć takie granie to z pewnością to doceni. Dodatkowe humorystyczne elementy (w niewielkiej ilości) pozwalają, by muzyka lepiej trafiła do odbiorcy.



„Killing On Adrenaline” nie jest jeszcze rozbudowaniem formuły muzycznej Dying Fetus, ale jest krokiem ku temu. Dalej słychać tu sporo wpływów Grindcora. Jest jeszcze szybciej i jeszcze brutalniej. Oznacza to, że riffy nie są już tak karkołomne jak wcześniej, choć zespół nie odszedł od tego całkowicie. Gdzieniegdzie można poczuć przebłyski i smaczki, podobnie jak na pierwszej płycie. Produkcja została lepiej wykonana, co ułatwia odbiór muzyki zawartej na albumie. Najwyraźniej można to odczuć biorąc pod uwagę sekcję rytmiczną. Bas daje się słyszeć bardzo dobrze, nie trzeba się wysilać, aby móc docenić pracę tego instrumentu. Także perkusja daje się we znaki, nie jest jakoś przesadnie techniczna, ale nadrabia powerem i życiem (że tak to ujmę). Wygląda na to, że tym razem gitary zostały jakby trochę w cieniu sekcji rytmicznej. Z kolei wokal stoi na najwyższym poziomie. Także w tekstach słychać wiele frustracji i gniewu. Przykładem może być utwór "Kill Your Mother/Rape Your Dog". Swoją drogą, co za tytuł! Nieźle oddaje charakter płyty.




Trzecia płyta - „Destroy The Opposition” - to już pokazanie tego, do czego panowie zmierzali od początku. Połączono tu w jedną całość najlepsze i najważniejsze rozwiązania z dwóch pierwszych albumów. Także brzmienie uległo zmianie, jest teraz bardzo czytelne i świeże. Zespół jest w szczytowej formie, kawałki zawarte na krążku zawierają niesamowity, miażdżący ciężar, jednak są wręcz idealnie proporcjonalne pod względem kompozycyjnym. Jest więc jeszcze więcej kombinowania niż poprzednio, ale wszystko to ubarwione jest odpowiednią dawką brutalności. Nie sposób więc znaleźć źle "wyważony kawałek", żaden z nich nie odstaje od poziomu reszty, który to poziom jest najwyższy jeśli chodzi o ekstremalną muzykę. Panowie dalej pozostają wierni swoim korzeniom, za sprawą wykorzystania za równo tradycyjnego growlu jak i bardziej grindowych wokali. Jeżeli ktoś do tej pory nie jest jeszcze w stu procentach przekonany do Dying Fetus, tak po usłyszeniu tej płyty nie powinien mieć już żadnych wątpliwości



Tak jak każdy następny album Dying Fetus był krokiem naprzód, tak „Stop At Nothing” jest, powiedzmy skokiem w bok. Niewielkim, ale jednak. Album ten nie przebija swojego poprzednika, ale też nie można powiedzieć, że jest słabszy. Tym razem panowie postawili na ciężar, agresję i brutalność. Nie zrezygnowali całkowicie z połamanej struktury utworów, jednak można powiedzieć, że jest to mniej zauważalne. Raz grają bardzo szybko, by na kilka sekund zwolnić a po chwili znów ruszyć z ekstremalną prędkością. Bardzo udanym zabiegiem jest zagęszczenie muzyki, sprawiające nieco wrażenie duszności (która właściwie nie przeszkadza), zyskuje na tym siła rażenia. Jest to na pewno album dla ludzi o mocnych nerwach, jeśli jednak ktoś łyknął poprzednie pyty to nie powinien mieć problemu i z tym krążkiem.



"War Of Attrition" to kolejny album Dying Fetus. Jego tytuł całkowicie odpowiada zawartości krążka, który jest jak wojna wyniszczająca. Płyta jest niesamowicie szybka i totalnie destrukcyjna. Pomimo tego, że nie trwa zbyt długo nie pozostawia wrażenia niedosytu. Zmieściło się na niej aż zanadto brutalności, mocy no i oczywiście doskonale znanej techniki. To już nie jest co prawda poszerzanie gatunkowych horyzontów, ale potwierdzenie cholernie wysokiego poziomu, jaki panowie napędzali od samego początku. Tak naprawdę trudno byłoby im dodać jeszcze coś więcej, jednak to co zrobili do tej pory zdecydowanie wystarcza.



Rok 2009 trzeba przyznać jest bardzo dobrym czasem jeśli chodzi o Death Metal. Być może nawet jednym z lepszych spośród ostatnich kilku lat. Za równo zaskakujące debiuty jak i powroty starych gwardii stoją na bardzo wysokim poziomie, może z pewnymi wyjątkami ale cóż, jednym udaje się bardziej innym mniej. Warto przypomnieć, że swoje albumy wydali już Cannibal Corpse, Napalm Death, Suffocation czy Pestilence a czeka nas jeszcze na pewno kilka niespodzianek jak i wydawnictw już pewnych (niedługo premiera nowego dzieła Nile). Mnie jednak jako fana najbardziej do tej pory interesowały losy grupy Dying Fetus, o której słuch niestety zaginął jakiś czas temu a która to grupa powraca teraz z nowym albumem. I to albumem takim, o którym chyba każdy fan miał śmiałość marzyć.

Widać a raczej słychać, że udało się przezwyciężyć chłopakom z Annapolis swego rodzaju niemoc twórczą, bo przecież ostatnia płyta, choć na przyzwoitym poziomie nie była jednak wykorzystaniem maksimum możliwości jakie bez wątpienia w zespole są ogromne i jakich się od niego oczekuje. Tym razem jednak mamy powrót czy też nawiązanie do wcześniejszej działalności zespołu, tej, która tak dosadnie rozłożyła wszystkich na łopatki swą rewolucją. Znów możemy poczuć klimat płyt takich jak "Destroy The Opposition" czy "Killing On Adrenaline". Ewidentnie widać, że zespół postarał się odrobinę odświeżyć swoje granie poprzez takie właśnie nawiązania. A mamy ich tutaj pełno. Od łamańców w riffach, przez melodyjne solówki po zabójcze zmiany temp. Oczywiście to wszystko już było w Dying Fetus, w zasadzie na „Descend Into Depravity” nie uświadczymy żadnych nowości kompozycyjnych. Ale nie o to tutaj chodzi. Chyba każdy kto te nagrania sprawdzi zgodzi się ze mną, że słucha się ich nad wyraz dobrze i nawet z pewną jakąś taką ulgą, że nie ciągnęli tego maksymalnie zbrutalizowanego, efektywnego do granic możliwości stylu tylko potrafili po raz kolejny pobawić się swoją muzyką. Pobawić się nie tylko technicznie ale i efektownie. Połączenie ze sobą elementów skomplikowanej gry oraz chwytliwych riffów czy nawet melodii (tych jest tu całkiem sporo!) to coś, co zawsze wychodziło im wyśmienicie i tutaj ukazane jest w adekwatny sposób. Naprawdę, jest na tej płycie czego słuchać, nie jest ona przecież zbyt długo a dzieje się tu niezmiernie dużo. Wprawne ucho odbiorcy będzie w stanie wychwycić tu bardzo wiele kompozycyjnych smaczków, które nie są już co prawda innowacyjne ale na pewno należą do tych z najwyższej półki.

Warto też zauważyć, że do zespołu powróciło więcej życia, radości z gry. Nie czuć już w tych nagraniach tak gęstej, mechanicznej atmosfery (oczywiście w pewnych granicach stylu samego zespołu bo to też musi być), jest natomiast dużo bardzo żywych, energicznych pomysłów i zagrań wplecionych w całość płyty.

Trzeba przyznać, że Dying Fetus dalej wie, jak rozłożyć słuchacza na łopatki konkretnymi killerami. Takimi są tu na przykład pierwsze dwa utwory, przy których ciężko o lepsze rozpoczęcie albumu: "Your treachery Will Die with You" oraz "Shepherd's Commandment". Z dalszych utworów najbardziej chciałbym wspomnieć "Conceived Into Enslavement" oraz numer tytułowy, które szczególnie mocną wżynają się w mózgownicę.

Podsumowując - Dying Fetus przypomnieli o sobie, przy okazji potwierdzając fakt jak dobrą firmę stanowią. Pomimo braku innowacji nie ma za bardzo na co narzekać, ponieważ wnieśli do swojej muzyki nową świeżość, którą będzie można się delektować bardzo długo. Szczęśliwy jestem z tego powodu, że ten band (przyznam, że jeden z moich ulubionych) nie zszedł poniżej pewnego poziomu. Z czego jestem również wielce rad to fakt, że „Descend Into Depravity” pozwala mi być spokojnym o status Dying Fetus na death metalowej scenie.



„Infatuation with Malevolence” to kompilacja zawierająca materiały pochodzące z początków działalności zespołu. Znajdują się tu dwa demka z czego jedno z nich to absolutny garaż - "Bathe In Entrails" z 1993 od drugiego zaś demka (z '94) swoją nazwę wzięła niniejsza kompilacja. Nagrane na ich potrzeby kawałki to szybki, aczkolwiek nietuzinkowy grindcore charakteryzujący się czymś więcej niż to miały w zwyczaju prezentować prymitywne kapele tego nurtu. Może i brzmienie nie jest specjalnie zachwycające ale trudno byłoby się spodziewać czegoś innego. Mimo wszystko da się to jakoś dokładnie słyszeć dzięki czemu wywnioskujemy, że struktury utworów już wtedy zaczynały być połamane a jedyna w swoim rodzaju melodyka zespołu to wynik eksperymentów zawartych właśnie w tych kawałkach. To właśnie tu poznajemy etymologię Dying Fetus co jest naprawdę interesujące jeśli ktoś zna ten zespół nieco lepiej. Trzeba przyznać, że kilka z tych kawałków jest naprawdę "dobrze zbudowanych" to znaczy dość obszernych, zwłaszcza jak na gatunek, w którym są umiejscowione. Wydaje mi się, że to właśnie te kawałki będą tutaj zapewniać największe wrażenia. Ale i nie tylko te, bo mamy tu jeszcze ciekawą niespodziankę w postaci nagrań koncertowych killerów - takie hity jak "Intentional manslaugher", "Kill Your Mother, Rape Your Dog" czy "Skull Fucked" to nie lada gratka.

Jeszcze ciekawszym wydawnictwem jest Minialbum z 2000 roku poprzedzający trzecią "pełną" płytę zespołu "Destroy The Opposition":



„Grotesque Impalement” - bo tak nazywa się ta płytka - to sześć solidnych, pięknych i poruszających utworków. Znajdziemy tu wszystkie wyznaczniki nowoczesnego grania Dying Fetus a więc liczne nawiązania do hardcora, kilka cofnięć do gridncora, połamane struktury utworów, dziką motorykę i melodyjny chaos. Jest to doskonały pomost pomiędzy ostatnim albumem - "Killing On Adrenaline" a nadchodzącym dziełem. Niektórzy nawet mówią, że przewyższa obydwa. Dla mnie to bzdury gdyż to po prostu średnia porcja rewelacyjnej muzyki. Tak więc jeśli ktoś przy poznawaniu nowej kapeli zawsze pomija demka, EPki i te inne gówna będzie miał nauczkę, że nie zawsze opłaca się to robić.

Autor: MD

poniedziałek, 19 września 2011

Angels of Babylon - Kingdom of Evil (2010)

Falstart kolejnej supergrupy

Data wydania: 29.01.2010
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. Conspiracy Theory - 3:47          
2. Apocalypse 2012 - 3:57             
3. Night Magic   04:06      
4. Tear Out My Heart - 5:00         
5. Oh How the Mighty Have Fallen - 4:12              
6. Tarot - 4:46     
7. Kingdom of Evil - 5:52                
8. The Remnant - 2:50    
9. Angels of Babylon - 3:52           
10. Second Coming - 7:03

Skład:
David Fefolt - wokal
Ethan Brosh - gitara
David Ellefson - bas
Rhino - perkusja

Autor recenzji: Frodli

W styczniu 2010 roku miała miejsce premiera pierwszej płyty grupy o ciekawej sekcji rytmicznej. Weteran z Megadeth i eksperkusista Manowar złączyli siły, by powołać do życia kolejny projekt-supergrupę...

czwartek, 25 sierpnia 2011

WORSHIP ANTHRAX, czyli o zespole i nowych utworach słów wiele




Obecny skład:
Joey Belladonna - wokal
Scott Ian - gitara rytmiczna, chórki
Frank Bello - bas, chórki
Rob Caggiano - gitara prowadząca
Charlie Benante - perkusja, gitara

Autor artykułu: Tomz

Był to pełen magii rok 2005. Wtedy, jeszcze jako gimbus, za sprawą starożytnej kasety z albumem „Fistful of Metal”, zostałem zagorzałym miłośnikiem nowojorskiego Anthrax. W tym samym roku Scott Ian i Charlie Benante reaktywowali „najbardziej popularny” skład zespołu. Kiedy to Wąglik przypominał sobie jaki metal łupali w latach 80’, czasach kiedy gitarzysta rytmiczny zespołu miał jeszcze włosy, ja poznawałem kolejne dokonania grupy. Nie trudno się domyślić, że najbardziej wielbiłem nagrania z lat 1985-1990, czyli spuściznę tego właśnie gwiazdorskiego, najpopularniejszego personelu w postaci Iana, Benante, Spitza, Belladonny i Bello. Tych pięciu wesołków, potomków imigrantów, stworzyło jedne z najbardziej oryginalnych i przepełnionych entuzjazmem utworów w dziedzinie głównonurtowego thrashu. Z rozrzewnieniem i gigantycznym bananem na twarzy wspominam czasy, kiedy pierwszy raz przesłuchiwałem te kurewsko dobre płytki. Jednak nie tylko tym Anthrax stoi.

wtorek, 16 sierpnia 2011

"Six o'clock on a Christmas morning... and for what?"

Dream Theater - Awake
Rok: 1994
Gatunek: progressive metal
Kraj: USA

1. 6:00 05:31
2. Caught In A Web 05:28
3. Innocence Faded 05:43
4. Erotomania 06:44
5. Voices 09:54
6. The Silent Man 03:48
7. The Mirror 06:45
8. Lie 06:34
9. Lifting Shadows off a Dream 06:05
10. Scarred 10:59
11. Space-Dye Vest 07:30

James LaBrie - wokal
John Petrucci - gitara
John Myung - bas
Kevin Moore - klawisze
Mike Portnoy - perkusja

Autor: Vismund

Dream Theater- wiadomo, najsłynniejszy i najlepszy progressive metalowy zespół w historii itp., itd., etc. Nie chcę wchodzic w dywagacje czy słusznie przyznaje się takie miano Amerykanom czy też nie- takich dyskusji w sieci spolaryzowanej odwiecznym sporem pomiędzy fanatykami zespołu (łykającym bez popitki wszystkie wydawnictwa- między innymi rzyg w postaci SDOIT- meh), a zatwardziałymi hejterami (trzeba być szalonym aby nie uznac wielkości SFM) było do... no sporo. Pragnę tylko przypomniec ze ta kapela, zanim zdziadziała do reszty, potrafiła skopac tyłek. I to mocno.

sobota, 16 lipca 2011

Demon Hunter - The World Is A Thorn (2010)

Demon Hunter - The World Is A Thorn

Data wydania: 09.03.2010
Gatunek: metalcore/alternative metal/nu-metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Descending Upon Us
02. Lifewar
03. Collapsing
04. This Is The Line
05. Driving Nails
06. The Worlds Is A Thorn
07. Tie This Around Your Neck
08. Just Breathe
09. Shallow Water
10. Feel As Though You Could
11. Blood In The Tears

Skład zespołu:
Ryan Clark – wokal
Patrick Judge – gitara, chórki
Ryan Helm – gitara
Jonathan Dunn – gitara basowa
Timothy "Yogi" Watts – perkusja

Autor recenzji: Est

"The World Is A Thorn" to już piąte studyjne wydawnictwo amerykańskiej kapeli Demon Hunter. Album został wyprodukowany przez Aarona Sprinkle'a - poprzednie studyjne wydawnictwo Amerykanów przypadło na 2008 rok ("45 Days"). Kiedy pierwszy raz podszedłem do tego albumu od razu mnie odrzucił i po przesłuchaniu około 5 numerów postanowiłem do niego nie wracać. Ale pomyślałem sobie, że trzeba podejść do tego materiału nieco inaczej - to nie jest zwykły metalcore - to jest trochę core'owego grania, trochę rocka, a przede wszystkim przebojowe granie idealne do puszczania w radio. Tak też postanowiłem teraz do tego podejść.

sobota, 25 czerwca 2011

Catalepsy - Bleed (2011)

Nowa, lepsza strona Catalepsy


Data wydania: 10.05.2011
Gatunek: deathcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. Faithless
02. Monolith
03. Goliath
04. Cthnonian
05. Bleed
06. Infernal
07. Medusa
08. Consumed
09. Medusa
10. Vexation
11. Remix (hidden track)

Skład:
Rick Norman – wokal
Rob Walden – gitara
Matt Sutton – gitara
Sean Murphy – gitara basowa
Benjamin Sutton – perkusja

Autor recenzji: Est

Catalepsy to dość jeszcze świeża deathcore'owa formacja, która do tej pory wydała tylko jeden album - "Iniquity" w 2008 roku. Wydawnictwo niczym specjalnym się nie wyróżniające, wręcz jakieś takie suche, bez mocy i kompletnie niezapadające w pamięć. Kapel deathcore'owych, takich jak Catalepsy jest na pęczki, więc panowie musieli coś zmienić - a pomiędzy "Iniquity" i "Bleed" zmieniło się wiele.

czwartek, 2 czerwca 2011

Panzer AG - This Is My Battlefield (2004)


Industrialny poligon

Rok wydania: 2004
Gatunek: industrial rock/metal
Kraj: USA

Tracklista:
01. Introduction Of The Damned
02. Filth God
03. Battlefield
04. Chemical Breed
05. When Death Embrace Me
06. Bereit (feat. Aleksandra Skrzypczak)
07. Totale Luftherrschaft
08. Sick Is The One Who Adores Me
09. Panzer
10. Tides That Kill
11. God Eats God
12. It Is All In Your Head
13. Behind A Gasmask
14. Pure Tension
15. Drukne I Taarer

Skład zespołu:
Andy LaPlegua - wokal, gitara
Jon Horton - perkusja
Lauren Krothe - klawisze

Autor recenzji: Est

Panzer AG to poboczny projekt muzyka o nazwisku Andy LaPlegua, który na codzień udziela się w kapeli Combichrist. Zespół Panzer AG istnieje od 2004 roku - ich debiutanckim albumem jest właśnie "This Is My Battlefield", w 2006 roku wydali swój drugi LP, który nosi tytuł "Your World is Burning". Kapela nie zawiesiła działalności, ale od 2006 roku nie nagrała ani jednego albumu.

niedziela, 1 maja 2011

Południowy Ogień


Alabama Thunderpussy - Open Fire
ATP na myspace

Rok wydania: 2007
Gatunek: Southern/stoner/heavy metal
Kraj: USA


Tracklista:

  1. "The Cleansing" - 3:58
  2. "Void of Harmony" - 3:58
  3. "Words of the Dying Man" - 3:21
  4. "The Beggar" - 5:15
  5. "None Shall Return" - 3:19
  6. "Whiskey War" - 2:46
  7. "A Dreamer's Fortune" - 3:47
  8. "Valor" - 3:53
  9. "Open Fire" - 3:42
  10. "Brave the Rain" - 4:08
  11. "Greed" - 4:42
Skład:
Kyle Thomas - wokale
Erik Larson - gitary
Ryan Lake - gitary
Mikey Bryant - bass
Bryan Cox - perkusja

Autor recenzji: Tomz

Alabama Thunderpussy odeszła. Rozpadła się. Wyschła. Trzeba się z tym pogodzić. Jednak zanim amerykański skład przestał razem dawać do pieca, panowie wydali jeszcze jeden album, mianowicie „Open Fire”, które ujrzało światło dzienne w roku 2007. Tytuł jest adekwatny, bo ostatniego albumu Burzowej Cipki z Alabamy pominąć nie sposób, a wykrzesanego ognia starczyłoby na kilka płyt innych wykonawców. Czyli już wszystko wiadomo, przez większość recenzji będę się „spuszczał”. Ktoś jednak musi...

wtorek, 26 kwietnia 2011

Wpatrywanie się w Boginię.

 Alabama Thunderpussy - Staring At The Divine (2001)

Rok wydania: 2001
Gatunek: Southern metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. Ol' Unfaithful 04:16
2. Motor-Ready 04:21
3. Shapeshifter 04:12
4. Whore Adore 04:39
5. Hunting by Echo 04:35
6. Beck and Call 03:45
7. Twilight Arrival 06:44
8. Esteem Fiend 06:11
9. S.S.D.D. 06:41
10. Amounts That Count 02:40

Skład:
Johnny Throckmorton - wokale
Erik Larson - gitara
Ryan Lake - gitara
John Peters - bas
Bryan Cox - perkusja

Autor recenzji: Tomz

Jeżeli chciałbym streścić w jednym zdaniu moje odczucia związane ze „Staring At The Divine” musiałbym napisać coś w stylu: „album cholernie przyjemny w odbiorze, poza tym dobrze kojarzy mi się również z przyczyn pozamuzycznych”. Klimat południa Stanów czuć tutaj na kilometr, choć i warto zauważyć, że więcej uświadczymy grania z okolic stoner/doom niż ma to miejsce w niemal gwiazdorskim (ale wielce wielbionym przeze mnie) Down. Korzenne gitary Erika Larsona i Ryana Lake’a pchają album przez większość utworów, ale trzeba przyznać, że pomimo swojej specyficznej chwytliwości nie są to zagrania przesadnie skoczne, co znaczy, że nawet taka południowa muzyka wymaga nieco oswojenia, zanim da się ogarnąć, ujarzmić i pozwoli czerpać z siebie pełną radość. Szczególnie, uwagę przykuwają oparte na bluesie (ale dalekie od prostoty) solówki. W skrócie - są czadowe i racjowne. I tego powinno wymagać się od zespołów pokroju ATP. 

czwartek, 21 kwietnia 2011

Winni całego tego Nu Metalu


Korn - Korn
Rok wydania: 1994
Gatunek: Nu Metal
Kraj: USA
Tracklista:
1. Blind
2. Ball Tongue
3. Need To
4. Clown
5. Divine
6. Faget
7. Shoot And Ladders
8. Predictable
9. Fake
10. Lies
11. Helmet In The Bush
12. Daddy

Skład:
Jonathan Davis - wokal
James "Munky" Shaffer - gitara
Brian "Head" Welch - gitara
Reginald "Fieldy" Arvizu - bas
David Silveria - perkusja

Autor recenzji: MD

Wróćmy do roku 1994, w tym właśnie roku wydany zostaje debiutancki krążek grupy Korn, a nazywa się po prostu tak, jak sam zespół. Przez niektórych fanów nazywany także "Immortal" od nazwy wytwórni, która to jest firmą odpowiedzialną za ukazanie się płyty. Płyty wielce odkrywczej i przełomowej, której zasługi w rozwoju tak zwanej ciężkiej muzyki są nieobliczalne i podważane być nie mogą. To właśnie dzięki temu albumowi rozpoczął Korn poważną rewolucję, za którą są zespołem przez jednych podziwianym, przez innych znienawidzonym. Odpowiedź na taki stan rzeczy wcale nie jest bardzo skomplikowana, choć do najprostszych również nie należy. Jeśli ktoś ma choćby trochę lepsze niż średnie rozeznanie w szeroko pojętej muzyce metalowo-rockowej ten wie, że nikt nigdy wcześniej nie grał w ten sposób. Trzeba przyznać, że palma pierwszeństwa należy do Korn i po prostu nie ma innej opcji. Oni pchnęli nowoczesną muzykę metalową (nazwijmy to tak umownie) na zupełnie nowy tor, na wyższy poziom nawet. Niewątpliwie pomysł na siebie mieli nie tylko nowatorski ale i szalony. Nie można było przewidzieć, jak zareaguje na to publiczność, tak zwane gremium odbiorców "ciężkiej" muzyki. Na szczęście sam zespół miał to w dupie. I zagrał fenomenalnie, na wyżynach swoich możliwości, z niebywałą kreatywnością, polotem, świeżością i chwytliwością. Muzyka ta okazała się wielce skomplikowana, choć może nie pod względem samych kompozycji a pod względem emocji.

wtorek, 29 marca 2011

As Blood Runs Black - Instinct (2011)

Pierwotny instynkt - napierdalać, ale z klasą i melodią

Data wydania: 15.03.2011
Gatunek: deathcore
Kraj: USA

Tracklista:
01. Triumph (00:41)
02. Legacy (03:34)
03. Resist (03:01)
04. Angel City Gamble (03:36)
05. Reborn (03:12)
06. Tribulations (01:47)
07. Divided (03:03)
08. King of Thieves (03:35)
09. In Honor (03:05)
10. Echoes of an Era (04:02)
11. Instinct (03:49)

Skład:
Sonik - Vocals
Greg - Guitar
Dan - Guitar
Nick - Bass
Leche - Drums

Autor recenzji: Est

As Blood Runs Black to amerykańska formacja, która co prawda nie jest już tak młoda, bo zadebiutowali w 2006 roku i nieznanych mi przyczyn swoje drugie wydawnictwo studyjne nagrali dopiero w 2011 roku. Ich pierwszego albumu nie słyszałem, ale nie przypuszczam, żeby stylistycznie mocno różnił się od ich drugiego wydawnictwa. Sama formacja zawiązała się w 2004 roku, a w 2006 podpisali kontrakt z wytwórnią Mediaskare Records. Nowy album formacji początkowo zapowiadany był na luty, ale finalnie premiera przesunęła się o miesiąc.

sobota, 12 marca 2011

Commander - The High'n Mighty (1987)



Rok wydania: 1987
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Tracklista:
1. Knights Of The Round Table 04:43
2. Wizard 03:17
3. High'n Mighty 04:04
4. We're Ready 04:48
5. Terror 05:07
6. Return Of The Goths 03:55
7. Kill The King 04:30
8. Die By The Sword 08:36
9. The Blade Shines On 04:57

Skład:
Jon Natisch - wokal
Dave Macias - gitara
Richard Meija - bas
Ron Avila - perkusja

Autor recenzji: Amaranth

Legendy arturiańskie w muzyce metalowej nie są zjawiskiem paranormalnym. Nie są też fenomenem tak częstym, by mówić o nich w sposób lekceważący i graniczący z pojęciem pospolitości. Amerykańska formacja Commander nie była pierwszą i zapewne nie będzie ostatnią, która w swym muzycznym przesłaniu umieszczała rzeczone historie, przepełnione wydarzeniami i postaciami związanymi z bohaterami Okrągłego Stołu. Tego rodem z Brytanii naturalnie. Bodaj najbardziej pechowym zespołem w tej materii był niejaki holenderski Avalon, który choć owych motywów dotykał nader często, to skończył marnie mając na tablicy pamiątkowej wypisane tylko kilka...demówek. Zostawiając anegdoty w tyle warto kilka słów poświęcić właśnie Commanderowi, który należał do jakże niezliczonej rzeszy młodych (wówczas) zespołów, które w latach osiemdziesiątych powstały, szybko wydały płytę i zanikły w czeluściach muzycznej historii na wieki wieków. Ci kalifornijczycy z pochodzenia i rezydenci Los Angeles mieli wówczas w samym mieście potężną konkurencję i sławy, których legenda przetrwała do dziś. Dokken, Keel, Lizzy Borden, Motley Crue czy też WASP, to same tuzy. Młodzi gracze na tamtejszej scenie mieli pod górkę a do takich właśnie zaliczał się onegdaj Commander. Mieli zatem od kogo pobierać nauki i na kim się wzorować. Co ciekawe nie do końca ta teoria wydaje się pewna, gdy posłuchamy ich jedynego pełnego albumu pod wyniosłym tytułem "The High'n Mighty".